moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Polak w służbie Jej Królewskiej Mości

Był jednym z najbardziej obiecujących oficerów polskiej marynarki. Jednak gdy w 1939 roku otrzymywał przydział na swój pierwszy okręt, pewnie nawet nie przypuszczał, że trzy dekady później zostanie... kontradmirałem Royal Navy. Józef Bartosik to pierwszy i jedyny Polak, który w brytyjskiej marynarce wspiął się tak wysoko.

Lata pięćdziesiąte, brytyjska fregata HMS „Loch Scavaig”. Józef Bartosik przechadza się po pokładzie. Zagląda w każdy kąt, sprawdza, czy marynarze sumiennie wykonują jego polecenia. A chodzi dosłownie o każdy detal. Dłonią odzianą w białą rękawiczkę przeciera stoły i okrętowe urządzenia. W pewnym momencie odwraca się do jednego z matów i wykrzykuje: „Widzisz Villis? Tu jest tak czysto, że możesz jeść z podłogi”.

Bartosik wówczas jeszcze ma stopień kapitana. Jest młody, ambitny, piekielnie zdolny, a przy tym czepialski i skłonny do konfliktów. Podwładni go cenią, szanują, choć mało kto chyba darzy go prawdziwą sympatią. Przełożeni uważają jednak, że w Royal Navy może dojść naprawdę wysoko. Nie mylą się.

REKLAMA

Seledynowe fiordy, afrykańskie wioski

Józef Bartosik urodził się w 1917 roku, w Topoli Wielkiej nieopodal Ostrowa Wielkopolskiego. Już od najmłodszych lat pasjonował się geografią. Godzinami przeglądał mapy, wodził po nich palcem, wyobrażał sobie dalekie podróże. W pewnym momencie nabrał przekonania, że kluczem do spełnienia marzeń może być służba na morzu. Jako osiemnastolatek wstąpił do Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu. Naukę ukończył jako prymus. Jesienią 1938 roku rozpoczął służbę w Gdyni, zaś kilka miesięcy później został oficerem wachtowym na szkolnym szkunerze ORP „Iskra”. Latem 1939 roku na jego pokładzie wyszedł w rejs po Morzu Śródziemnym. 1 września o świcie Bartosik akurat pełnił wachtę. W wydanej po wojnie książce „Wierny okręt” wspominał: „Odejmowałem już od oka lunetę sekstantu, gdy obok pojawił się biały drelich. Był to nasz radiotelegrafista okrętowy, stary, zawodowy marynarz. Twarz miał bladą jak kreda, przy tym wargi mu się trzęsły. Sądziłem, że jest chory. Rzecz wyjaśniła się wkrótce. Pamiętam, że oparł się ciężko o nadbudówkę i powiedział: „Napadli nas. Dziś rano. Warszawa, Gdynia zbombardowane...”.

„Iskra” zawinęła do Casablanki i właśnie tam marynarze czekali na rozwój wypadków. Niebawem Bartosik wyjechał do Francji, a potem Wielkiej Brytanii. Chciał walczyć z Niemcami. Przełożeni powierzali mu kolejne stanowiska. Służył m.in. w załogach niszczycieli ORP „Błyskawica” i ORP „Garland”, a także lekkiego krążownika ORP „Conrad”. Brał udział w konwojach przez Atlantyk i operacji „Neptune”, która poprzedzała lądowanie w Normandii. Wykonywał zadania od Arktyki po afrykańskie wybrzeża. W „Wiernym okręcie” pisał o „seledynowych lodach fiordów” i niszczeniu niemieckich posterunków obserwacyjnych na Spitsbergenie, białych nocach i „upojnym zapachu sosnowej puszczy”, który towarzyszył mu, gdy zbliżali się do brzegów Rosji. Wspominał „krzyki i szloch tysięcy polskich uciekinierów” napotkanych na pokładzie statku „Warszawa” u wybrzeży Turcji, a także „dziką rzekę Kongo”, „kauczukowe lasy” i „murzyńskie wioski”, pośród których rzucił kotwicę ORP „Garland”.

Wojnę Bartosik zakończył w stopniu kapitana. Niebawem też podjął decyzję o powrocie do Polski. Wraz z kmdr. Stanisławem Dzienisiewiczem oraz kmdr. ppor. Borysem Karnickim wszedł nawet w skład komisji, która miała ustalić z Kierownictwem Marynarki Wojennej zasady owego powrotu. Chodziło o ludzi, ale też okręty. W początkach 1946 roku Bartosik zmienił jednak zdanie. „Zostaję na emigracji” – oświadczył zaskoczonym kolegom.

W królewskiej służbie

Bartosik, tak jak większość oficerów, obawiał się nowej władzy, która właśnie instalowała się w Polsce pod bacznym okiem Stalina. Ale czy za jego decyzją stało coś jeszcze? Trudno powiedzieć. We wspomnieniach o Brytyjczykach pisał na ogół bardzo ciepło: „Łączył nas jeden wspólny, wielki cel. Podążaliśmy do niego jedną drogą. I jedna przewodziła nam myśl, wiodąca do zwycięstwa”. W innymi miejscu zauważał, że podczas sześcioletniej współpracy pomiędzy Polakami a Brytyjczykami „ani razu nie doszło do żadnego poważniejszego zgrzytu”. A mimo to Bartosik musiał być świadom, że jako emigrant zdaje się na bardzo niepewną przyszłość. – Wielka Brytania po wojnie zmagała się z głębokim gospodarczym kryzysem. W kraju długo jeszcze miały obowiązywać kartki na żywność. Do tego władze odchudzały armię. W takich warunkach oficerom polskiej marynarki trudno było liczyć na pomoc ze strony Royal Navy – podkreśla Tomasz Miegoń, dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Tym bardziej, że wobec zmiany władz w Warszawie, kwestia polskich żołnierzy na Zachodzie stawała się dla aliantów drażliwa. W efekcie wielu niegdysiejszych dowódców, by przeżyć, imało się zajęć, które kompletnie nie przystawały do ich kwalifikacji. Wiceadm. Józef Unrug na przykład pracował jako kierowca i zaopatrzeniowiec we francuskim domu opieki, zaś kmdr Eugeniusz Pławski – jako drwal w kanadyjskich lasach. Karierę na morzu kontynuowali nieliczni. – Wśród nich był choćby późniejszy kontradm. Romuald Nałęcz-Tymiński, początkowo zatrudniony w brytyjskiej flocie handlowej, a potem jako oficer kontraktowy w tworzącej się marynarce wojennej Pakistanu – wyjaśnia Miegoń. Nałęcz-Tymiński był tam dowódcą niszczyciela, a potem całej ich flotylli.

Szczęście uśmiechnęło się również do Bartosika. W kwietniu 1948 roku został on przyjęty do brytyjskiej marynarki. Spośród aplikujących do Royal Navy Polaków, udało się to jeszcze tylko dwóm oficerom. Oni jednak niebawem służbę porzucili. Tymczasem Bartosik bardzo szybko zaczął się piąć po szczeblach kariery. Początkowo służył w załogach jednostek eskortowych, a siedem lat później otrzymał pierwsze w swoim życiu stanowisko dowódcy okrętu. Brytyjscy przełożeni powierzyli mu fregatę HMS „Comus”. Potem dowodził całą eskadrą jednostek tej klasy, wreszcie nowoczesnym niszczycielem rakietowym typu County – HMS „London”. W 1966 roku został mianowany kontradmirałem. Nigdy wcześniej ani później żaden Polak nie dosłużył w Royal Navy tak wysokiego stopnia. Wraz z awansem, Bartosikowi powierzono stanowisko zastępcy szefa Sztabu Operacyjnego Sił Morskich.

Ale kariera Józefa Bartosika w Royal Navy miała też ciemne strony. Polski oficer miał bardzo szorstko traktować swoich podwładnych. Do najgłośniejszego incydentu z jego udziałem doszło, kiedy jeszcze był dowódcą HMS „London”. W 1965 roku okręt zawinął do Singapuru, a Bartosik z bliżej nieokreślonych przyczyn zakazał swojemu zastępcy Mike'owi Henry'emu zejścia na ląd. Co więcej rozkazał mu pozostać w swojej kabinie, przed którą wystawił uzbrojoną straż. Wywołało to skandal, który z trudem udało się załagodzić.

Bartosik ze służby w Royal Navy odszedł w 1969 roku, w wieku 51 lat. Wkrótce został dyrektorem w armatorskim przedsiębiorstwie kontenerowym. Pracował tam do 1981 roku, kiedy to przeszedł na emeryturę. Zmarł w styczniu 2008 roku. Dziś nierzadko powraca opinia, że był postacią kontrowersyjną. Choćby dlatego, że po wstąpieniu do Royal Navy zerwał kontakty z dawnym środowiskiem, a nawet krewnymi, których zostawił w Polsce. Mariusz Borowiak, autor książki „Plamy na banderze” przekonuje: „Uważam, że Bartosik nie tyle nie utrzymywał kontaktów, ile po prostu opuścił kolegów z pobudek czysto osobistych. Jego decyzja wynikała ze zobowiązań wobec nowego pracodawcy – Royal Navy”. Nie zmienia to jednak faktu, że był oficerem wybitnym.

Podczas pisania korzystałem z książek: Józefa Bartosika, „Wierny okręt”, Warszawa 1948; Mariusza Borowiaka, „Plamy na banderze”, Warszawa 2007 oraz tekstu „Rear Admiral Jozef Bartosik” zamieszczonego w internetowej witrynie „The Times”.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Czołgista pod wodą
 
Na pomoc Libańczykom
Zmiana w unijnej misji we Włoszech
Błękitni po raz trzeci w Libanie
Opiniowanie po nowemu
Wsparcie dla dzieci poległych żołnierzy
Żołnierze sportowcy nadają ton
Obrady ministrów obrony NATO
Jak to jest z awansami bez limitu?
Komitet Wojskowy NATO o pandemii
Terytorialsi i Lucas na ratunek
Topaz w ASzWoj-u
Od roku z pomocą i w gotowości
NATO o przyszłości misji w Iraku i Afganistanie
Medalowe „oczko” żołnierzy
Admirał Bauer nowym szefem Komitetu Wojskowego NATO
Ostatnia wola bohatera
Kombatancie – przebadaj się
Awanse generalskie
Laserowa artyleria US Army
Grupa V4 na zakupach zbrojeniowych
Będą zmiany w „Regulaminie ogólnym”
Specjalsi zakończyli dyżur w Siłach Odpowiedzi NATO
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
Komisje sejmowe o umowie z USA
Podwodniacy na spluwaczkach
Kuźnie oficerskich kadr
Krwiodawcy w mundurach znów w akcji
Odnowili powstańcze mogiły
W kazamatach Informacji Wojskowej
Szer. Hojnisz mistrzynią Europy w biatlonie
Sprawdzian Krabów z Sulechowa
„Orzeł” na Bałtyku
Wojsko kontra COVID-19
Komisja Obrony debatowała o Grotach
Jakie zmiany w mundurówce?
Rekordowy bieg kaprala Lewandowskiego
Szkolenie pilotów wojskowych to nie eksperyment
Łowcza-Rega ma być lepsza
Machina „Irini”
Pamiętajmy o Wyklętych
Zwiedź online Lotniczą Akademię Wojskową
Awanse generalskie w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Controlled Attack
Amerykanie odmładzają F-16
Złoty biatlon żołnierzy
Ukraiński kurs na Zachód
Armia kupuje wozy dla strażaków
Śmierć pułkownika Dekutowskiego
F-35 wylądują w Łasku
Był więźniem aresztu przy ul. Oczki
Trudny rok na misjach
SERE znaczy przetrwać
Większe uprawnienia dla wojskowych ratowników medycznych
Prezydent Duda: współpraca wojskowa z USA ponad polityką
Zimą po Wiśle – dla chorego kolegi
Przed 68. laty zgładzono generała „Nila”
Krwawa Olszynka
Rozpoznanie na medal
Ekstremalny trening dla „Słowika”
Po Hucie Pieniackiej nie został ślad
Polsko-amerykański desant na Drawsku

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO