moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Pierwsze takie manewry

Zwyczaj wielkich manewrów wojskowych organizowanych w czasie pokoju wprowadził Ludwik XIV. Król Słońce w 1698 roku zebrał w obozie pod Compiégne 68 tysięcy żołnierzy, by sprawdzić ich umiejętności. Od tego czasu wojsko starało się potwierdzać swoją sprawność bojową na możliwie wielką skalę w warunkach zbliżonych do wojennych. W II Rzeczypospolitej zdołano dwa razy zorganizować wielkie manewry wojskowe – w 1925 i 1938 roku. W obu wypadkach były to wydarzenia wyjątkowe, nie tylko dla Wojska Polskiego.

Żeby ćwiczenia wojskowe mogły być nazwane mianem manewrów, musiały w niej brać dostatecznie liczne siły. W armii II Rzeczypospolitej były to ćwiczenia między dywizjami, a w wypadku kawalerii – między brygadami. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej odbyło się kilka większych manewrów wojskowych, głównie z udziałem kawalerii. Między innymi we wrześniu 1922 roku kilka jednostek jazdy (jak wtedy oficjalnie nazywano polską kawalerię) odegrało przed szefami sztabów armii rumuńskiej, estońskiej, łotewskiej i fińskiej atak na Warszawę i jej obronę. Rok później w Rembertowie ułani zaprezentowali swoje umiejętności przed rumuńską parą królewską, a w 1924 roku kawaleria wespół z dywizją piechoty odbyła manewry w Biedrusku przed turecką misją wojskową.


Fragment manewrów na poligonie w okolicach Torunia. Piechota podrywa się do ataku. Fot. NAC

Prawdziwe wielkie manewry, w których oprócz kawalerii wzięły udział duże jednostki pozostałych formacji, odbyły się jednak latem 1925 roku. Ich organizacja w założeniu polskich władz wojskowych miała być nie tylko egzaminem sprawności bojowej, lecz także dowodem zakończenia scalania w jeden organizm kadry Wojska Polskiego. Kadry, która miała za sobą służbę w różnych armiach wielkiej wojny. Co istotne, demonstracja ta przeznaczona była także dla przedstawicieli sojuszniczych armii, a pośrednio i dla niedawnych nieprzyjaciół. Na zaproszenie do obserwacji manewrów odpowiedzieli między innymi oficerowie z Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Japonii, Hiszpanii, Estonii, Rumunii i Turcji. Towarzyszyli im liczni akredytowani dziennikarze, a manewry anonsowały wszystkie główne dzienniki w Europie.

REKLAMA

Czerwoni i niebiescy

Przygotowania do manewrów ruszyły na początku 1925 roku. 23 marca minister spraw wojskowych generał Władysław Sikorski wydał dyrektywę organizacyjną, w której określił wytyczne do ćwiczeń. Ich celem miało być: „1) wykazanie jako rezultatu pracy dowódców stanu wyszkolenia i gotowości bojowej wojska oraz współdziałania na polu walki oddziałów broni głównych z broniami pomocniczymi; 2) wykazanie sprawności dowódców w przygotowaniu, organizacji i przeprowadzeniu manewrów; 3) skontrolowanie sprawności pracy sztabów w warunkach polowych; 4) poczynienie doświadczeń z dziedziny organizacji i zasad użycia taktycznego: baonów strzeleckich, baonów ciężkich karabinów maszynowych i formacji pancernych; przestudiowanie roli lotnictwa w walkach mas kawaleryjskich; 6) zebranie materiału do prac nad ustaleniem doktryny taktycznej broni połączonych”.


Lekki czołg FT 17 pokonuje nasyp. Fot. NAC

Już na pierwszy rzut oka widać, że intencją generała Sikorskiego było utrwalenie w wojsku doświadczeń wyniesionych z frontów 1920 roku. Nieprzypadkowo też wyznaczył Wołyń na główny teren manewrów. To wszak na jego terytorium dochodziło do starć z armią konną Siemiona Budionnego, niezwykle mobilną, a przy tym naszpikowaną bronią maszynową i artylerią. Do jej pokonania przyczyniły się lotnictwo i broń pancerna. To doświadczenie wciąż było novum w ówczesnej sztuce wojennej. Po zakończeniu działań na Wołyniu zaplanowano przeniesienie manewrów na zachód kraju, w rejon Torunia. Część wołyńska miała trwać od 11 do 13 sierpnia, a toruńska od 18 do 20 sierpnia.

Do kierowania manewrami wyznaczono doświadczonych i sprawdzonych w wojnie z bolszewikami oficerów. Całością manewrów kawaleryjskich dowodził generał Tadeusz Rozwadowski, a szefem sztabu manewrów został pułkownik Władysław Anders, oficerem prasowym manewrów był pułkownik Stefan Rowecki. Ćwiczące wojska podzielono na dwa przeciwne obozy – niebieskich i czerwonych (od kolorów opasek, które żołnierze nosili, aby się odróżnić). Czerwonymi dowodził generał Juliusz Rómmel, a niebieskimi – pułkownik Konstanty Plisowski, obaj w 1920 roku zdobyli sławę niezwykle skutecznych kawalerzystów. Czerwoni byli siłą liczniejszą i atakującą, natomiast atutem broniących się niebieskich było to, że wspierały ich lotnictwo, czołgi i piechota wzmocniona batalionem cekaemów.


Ładowanie pocisku do 75 mm armaty polowej Schneider wz. 1897. Z lewej jaszcz amunicyjny. Fot. NAC

Chciano w ten sposób sprawdzić, jaki wpływ na walkę kawalerii będzie miało współdziałanie z lotnictwem i bronią pancerną. Same manewry jednak pozostały nierozstrzygnięte, gdyż żadna ze stron nie zdołała osiągnąć wszystkich wyznaczonych im celów. Natomiast niespodziewanie dla dowódców kawalerii najwięcej pochwał wśród obserwatorów zebrała polska piechota. Podkreślano jej świetne wyszkolenie. Bardzo pozytywnie wypowiadali się zaproszeni goście. Między innymi generał Henri Gouraud (gubernator Paryża) stwierdził, że „kawaleria manewrowała zupełnie dobrze, piechota wykazała w ataku wielkie wyszkolenie; zarówno oficerowie, jak i żołnierze wypełnili zadanie wzorowo; wszędzie widziałem dzielność i dobre wyszkolenie”. W podobnym tonie wypowiadali się inni zagraniczni obserwatorzy. Nastrój zepsuł jednak nieszczęśliwy wypadek z 12 sierpnia. Tego dnia na lotnisku polowym w Brodach w wypadku lotniczym zginął porucznik obserwator Wiktor Sokół z 1 Pułku Lotniczego.

Części pomorskiej manewrów przewodniczył szef Sztabu Generalnego generał Stanisław Haller, a ich bezpośrednim dowódcą został inspektor armii w Toruniu generał Leonard Skierski. Siłami czerwonych dowodził generał Ferdynand Zarzycki, a niebieskich – generał Wiktor Thomée. Tym razem między Wisłą a Drwęcą ćwiczono skomplikowane przeciwuderzenia na flanki atakujących wojsk. Manewry zakończono ostrym strzelaniem artyleryjskim na toruńskim poligonie Podgórz. Całe ćwiczenia uznano zgodnie za udane i owocne w doświadczenia. Na ręce dowódców posypały się podziękowania i gratulacje. Warto tu zacytować fragment okolicznościowego rozkazu generalnego inspektora kawalerii, generała Tadeusza Rozwadowskiego: „W szczególności podkreślam wybitną działalność wszystkich eskadr lotniczych biorących udział w manewrach, które pracowały bez zarzutu, wykazując jeszcze raz, że najściślejsza współpraca lotnictwa z kawalerią jest nieodzowną, że bronie te nawzajem uzupełniają się, a w chwili krytycznej odegrają ogromną rolę w obronie Państwa”.


Piechota rozsypana w tyralierę. Żołnierze uzbrojeni w karabinki 7,92 mm Mauser wz. 29. Fot. NAC

Powtórka przed wojną

Kolejne wielkie manewry zorganizowano trzynaście lat później – 14–18 września 1938 roku. Podobnie jak w 1925 roku, z wielkim rozmachem urządzono je na Wołyniu. Ich inicjator, marszałek Edward Rydz-Śmigły, wyznaczył do ćwiczeń pięć dywizji piechoty, trzy brygady kawalerii, jedną brygadę kawalerii zmotoryzowanej oraz duże zgrupowanie lotnictwa myśliwskiego i bombowego. Głównym celem manewrów było sprawdzenie w warunkach polowych możliwości bojowych oddziałów pancerno-motorowych, zgrania ich z piechotą i kawalerią. Równie istotne było użycie pierwszy raz na taką skalę sił powietrznych. M.in. na Wołyniu pierwszy raz działała brygada lotnictwa bombowego. Także pierwszy raz przeprowadzono większy desant spadochronowy w warunkach bojowych.


Członkinie Polskiego Białego Krzyża rozdają papierosy żołnierzom biorącym udział w manewrach. Fot. NAC

W tych manewrach tradycyjnie już podzielono wojska na strony czerwoną i niebieską, ale tym razem nie zapraszano na nie zagranicznych obserwatorów. Wręcz przeciwnie – starano się, by jak najmniej informacji z ich przebiegu wydostało się na zewnątrz. By odciągnąć od nich zainteresowanie zagranicznych dyplomatów, oficerów i agentów wywiadu, w tym samym czasie zorganizowano równie wystawne manewry pod Rzeszowem. Zaproszono na nie attaché wojskowych z kilkunastu państw, między innymi z Niemiec, Związku Sowieckiego, Japonii i Włoch, a więc armii, które w niedługim czasie miały się stać wrogimi.

Na zakończenie wołyńskich manewrów marszałek Rydz-Śmigły zarządził wielką defiladę w Łucku. Przed trybuną, na której stał wraz z wyższymi dowódcami, wojsko defilowało ponad sześć godzin, a nad ich głowami przeleciało ponad 150 samolotów! Była to największa defilada wojskowa i rewia powietrzna w historii II Rzeczypospolitej. Już miesiąc po zakończeniu manewrów na Wołyniu ich doświadczenia wykorzystano w pancerno-motorowym zagonie na Zaolzie.


Stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego 7,92 mm Maxim wz 08. Obsługa karabinu nosi hełmy wz. 15, typu francuskiego oraz maski przeciwgazowe starego typu (R.S.C.). Fot. NAC

Wybuch wojny we wrześniu 1939 roku wykazał, że założenia manewrów wołyńskich były trafne. Niestety, obaj agresorzy znacznie wyprzedzili Polskę w nasyceniu swych armii bronią pancerną i lotnictwem. Tego potencjału nie mogliśmy w żaden sposób zniwelować w tak krótkim czasie, jaki dany był II Rzeczypospolitej.

Bibliografia
P. Korczyński, Elitarne jednostki specjalne Wojska Polskiego 1939–1945, Poznań 2013.
J. Ledwoch, Manewry wołyńskie 1938, Gdańsk 2016.
J.S. Wojciechowski, Manewry kawalerii w 1925 roku na Wołyniu, „Niepodległość i Pamięć” 2009, nr 29.

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: NAC

dodaj komentarz

komentarze


Sukcesy żołnierzy na AFN
 
UE o wspólnym bezpieczeństwie
Course on Diplomacy
Czekamy na pierwszy medal w Tokio
Podejmij wyzwanie razem z weteranem!
Psy (w) WOT
Abramsy dla 1 Brygady
Pancerniacy ruszają na Łotwę
Polak najlepszym podoficerem NATO
V-2 leci do aliantów
Rusza PKW Islandia
Szczyt NATO w Brukseli – punkt zwrotny dla Sojuszu
Abrams – czołg z najwyższej półki
Trzynasty tytuł mistrza Polski „Machałka”!
Pierwsza mistrzyni Wojska Polskiego!
Rozwój i wyzwania wojskowej logistyki
Polskie firmy zbrojeniowe łączą siły
Polscy żołnierze polecą na Islandię
Desantowanie z transportowego giganta
26 medali żołnierzy na mistrzostwach Polski
Afganistan. Czas wracać do domu
„Zginęli, bo byli Polakami”
Kontyngent do zmiany
Stalowy człowiek
Podwodne rozpoznanie i ratunek
Krajowa zbrojeniówka – w dołku czy na szczycie?
Co ze sprawdzianem z WF?
Afganistan: powrót do domu
„Krwawa niedziela” na Wołyniu
Wiosłują dla Emily
Będzie więcej szkoleń z pierwszej pomocy
Żołnierze bez testów z WF-u
Polskie F-16 gotowe na Islandię
Groty dla proobronnych
Podwodne centrum przyszłości
Wyścig zbrojeń nie ustaje
Nowe książeczki wojskowe
Lato w wojskowym klimacie
Combining Two Worlds
Lufy prosto z Huty
Kat warszawskiego getta przed sądem
Żołnierze GROM-u uczą studentów WAT-u skoków ze spadochronem
Javelin gwarantuje skuteczność
Nagroda nie tylko od dowódcy
Szczyt NATO o zagrożeniach dla bezpieczeństwa
Wybierz Wydarzenie Historyczne Roku 2020
Wilki znów na Mazurach
Wojsko pomaga powodzianom w Małopolsce
Szczyt NATO już w poniedziałek
Ankona – bitwa po polsku
Chorwaci uczą się od polskich pilotów
Terytorialsi pomagają poszkodowanym w powodziach
Kat Matejki, czyli prawda i mity bitwy pod Grunwaldem
Pałac Saski znów stanie w stolicy?
Wisła i Narew w Sejmie
„Kobra ’21”, czyli rozpoznanie specjalsów
Kurs na dyplomację
Jutro otwarcie igrzysk olimpijskich w Tokio

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO